assorted-color paintbrushes
11 lutego 2026

W poszukiwaniu wewnętrznej Artystki.

 

Wielu znakomitych naukowców od lat przeprowadza eksperymenty na jednym z najważniejszych i najciekawszych organów człowieka. Serce, bo o nim mowa. Z fizjologicznego punktu widzenia, jest to jedynie pompa, której zadaniem jest rozprowadzanie krwi po całym organizmie, dzięki czemu człowiek żyje.

Jeżeli przyjrzymy się tej fantastycznej maszynie ze strony psychologicznej, to okaże się, serce posiada własny układ nerwowy, wysyła do mózgu duże ilości sygnałów, wpływając na procesy myślowe, a także bierze udział w przetwarzaniu emocji. Badania z zakresu neurokardiologii dowodzą, że serce nie jest tylko pompą, ale organem, który „czuje i rozumie”.

Co ciekawe, w jednym z przeprowadzonych badań, naukowcy prezentowali badanym serię zdjęć przedstawiających różne emocje. Jak się później okazało, serce wiedziało o tym, jaka twarz znajdzie się na obrazku o 6 sekund wcześniej, niż mózg!

Piszę o tym, ponieważ wczoraj zastanawiałam się jak to jest, że są ludzie robią naprawdę piękne rzeczy w swoim życiu. Tworzą niezwykłe arcydzieła, wykonują na pozór zwykłą pracę często w niezwykły sposób. O jakich arcydziełach mówię? Nie tylko tych podniosłych, jak pisanie ponadczasowych utworów literackich, komponowanie pięknej muzyki lub konstruowanie wynalazków. Na początku pomyślałam o rękodziele, szydełkowaniu, umiejętności porządkowania otaczającej rzeczywistości. Później o cechach, takich jak umiejętność słuchania, chęć niesienia bezinteresownej pomocy lub najzwyczajniej w świecie szacunek oraz troska o drugiego człowieka.

 

To wszystko przyszło do mnie jeszcze zanim wróciłam z pewnych warsztatów. Ale od początku. Kilka tygodni temu moja przyjaciółka podesłała link z propozycją wyjazdu na warsztaty manualne, poświęcone tworzeniu kolorowych ozdób z bibuły, które niegdyś odgrywały ważną rolę w wierzeniach ludowych. Długo nie myśląc, odpisałam „jadę” i za kilka minut otrzymałam informację zwrotną o dokonanej rezerwacji.

Przez chwilę czułam napływający lęk spowodowany odwiecznym przekonaniem na temat braku talentu artystycznego, jednak z racji tego, że w tym roku postawiłam na próbowanie nowych rzeczy pomyślałam, że nie mam nic do stracenia, a jeżeli decyzja została już podjęta oraz zapieczętowana wpłatą, nie ma sensu rozdrabniać się na grosze. Poza tym w opisie wydarzenia znalazłam informację o tym, że warsztaty nie narzucają presji, działamy pod wpływem własnej intuicji, robimy przerwy, przytulamy koniki, spacerujemy oraz odpoczywamy. Brzmi świetnie. Nawet jeżeli moje beztalencie wypłynie na powierzchnię, to zawsze mogę skapitulować i pójść na spacer górskimi ścieżkami.

 

Po dotarciu na miejsce okazało się, że jedna z dziewczyn (która jest na warsztatach po raz drugi), zaplanowała sobie bardzo ambitny projekt, dlatego pierwsze robótki ręczne rozpoczęła tworzyć jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem warsztatów. Pomyślałam, że jest to super okazja do postawienia pierwszych kroczków i sprawdzenia, czy jutrzejszy dzień ma szansę na to, aby nie stać się największą kalpą mojego życia. Pierwsze spotkanie z bibułą było nieco oporne. Nieufne, pełne niepewności. Zaczęłam tworzyć pierwszy element stosując bardziej skomplikowaną metodę. Po kilku chwilach moje ciało zalała frustracja. Odpuściłam i dałam szansę drugiej formie – nie tylko łatwiejszej, ale także ciekawszej w moim odczuciu. Tutaj sprawa była zdecydowanie łatwiejsza. Oprócz tego, że „pompon z bibuły” składał się z niewielu warstw to dodatkowo jego wykonanie sprawiało mniej trudności. Po kilkunastu minutach pierwsze „dziecko” nabrało realnych kształtów. Zmęczona całym dniem w podróży odłożyłam równie zmęczonego pompona w ustronne miejsce i poszłam spać.

 

 

Po śniadaniu warsztaty zaczęły się na dobre. Zaczęłyśmy od wybrania kolorystyki bibiuły, z których powstaną pompony. Następnie przeszłyśmy do kolorowych kartoników, które także stanowiły dodatkowy element ozdobny. Mniej więcej od 9:30 praca ruszyła z impetem. Po całym pomieszczeniu roznosiły się krótkie rozmowy dziewczyn oraz relaksująca muzyka soulowo/jazzowa. Tworzenie pomponów z bibuły zajęło mi kilka godzin. W trakcie uświadomiłam sobie dwie bardzo ważne rzeczy. Po pierwsze mój umysł został tak pochłonięty nową umiejętnością, że całkowicie wyłączyłam natłok myśli. Po drugie – wykonując przez kilka godzin tę samą czynność nie czułam najmniejszego zmęczenia. Wyobrażałam sobie kobiety, które kilkadziesiąt lat temu, spotykały się na wspólne tworzenie rękodzieła i przeszyła mnie fala ciepła. Poczułam się bliżej siebie – jakkolwiek to brzmi. Po obiedzie rozpoczęłyśmy pracę nad stelażem, na którym miały zawisnąć nasze pompony. Na początku usłyszałyśmy, że konstrukcja jest dużo szybsza i łatwiejsza niż zabawa z bibułą. Och jak bardzo się pomyliłyśmy. Moja przyjaciółka zaproponowała, abym wybrała większą obręcz, ponieważ taki rozmiar będzie idealnie rezonował z moim wnętrzem. Przytaknęłam i zaczęłam radośnie zawiązywać sześć podwójnych sznurków na bambusowym kole. Kolejnym krokiem było naprzemienne nawlekanie drewnianych koralików z kolorowymi kartonikami na każdy sznurek. Ambitna strona mojej osobowości uznała, że zrobię dłuższe sznurki, dzięki czemu ostateczne dzieło będzie naprawdę duże. Zapomniałam tylko o małej drobnostce. Otóż, dłuższe sznurki to nie tylko większe dzieło, ale również dużo więcej żmudnej pracy. Oto, miałam przed sobą dwanaście sznurków, które czekały na nawleczenie koralików oraz kartonowych kółeczek. Ku mojemu zaskoczeniu, po pierwszych sześciu sznurkach wciąż miałam ochotę na więcej. Zegar wskazywał dwudziestą, więc siedziałyśmy w tym samym pomieszczeniu już od jedenastu godzin. Jednak z każdą godziną nasze rękodzieło nabierało coraz wyraźniejszych kształtów, co powodowało wzrost motywacji.

Po zakończeniu konstrukcji zaczęłam przywiązywać pompony. O północy skończyłam swojego „pająka ludowego” i przez następną godzinę walczyłam ze snem. Ekscytacja wzięła górę. Byłam cholernie dumna z tego, że stworzyłam nie tylko coś pięknego, ale również udowoniłam sobie, że wszystkie „nie potrafisz”, „nie masz do tego smykałki” „i tak będzie brzydkie” oficjalnie mogę włożyć między bajki. Pomimo niewyspania wymieszanego ze zmęczeniem czułam się doskonale. Na samym szczycie moje dzieło zostało zwieńczone „zmęczonym” pomponem, który robiłam pierwszego wieczora. Metafora znanego „nie ważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz”.

 

Po powrocie z warsztatów zamówiłam sobie wszystkie niezbędne akcesoria do zrobienia takiego samego rękodzieła w zaciszu domowym. Uznałam, że jest to doskonała forma relaksu dla mózgu, niezwykle pobudzająca czynność oraz cudowny prezent dla kogoś bliskiego.

Zrobiłam to, ponieważ po raz pierwszy od dłuższego czasu, poczułam wyraźne połącznie z moją duszą. Poczułam, że prace manualne nie tylko rezonują z moją osobowością, ale również wnoszą coś odżywczego do mojego życia. Nadal chcę próbować, eksperymentować z formą i kolorem. Jeszcze mocniej chcę tego, co jeszcze do niedawana wydawało się tym, co kompletnie nie pasuje do mojej osobowości. Zabawne.. Jakiś czas temu pisałam o przybieraniu różnych masek. Moja stała się na tyle skuteczna, że większość otaczających mnie osób z łatwością kupiła bajkę o tym, jaka jestem niezdarna i pozbawiona talentu. I pewnie nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie pewna drobnostka. Mianowicie, kreowanie określonego wizerunku spowodowało, że nie tylko inni zaczęli w niego wierzyć. Ja również. Na tyle skutecznie, że wykonaniu swojego pierwszego rękodzieła, zasługi przypisałam zadaniowej stronie mojej osobowości. A przecież sama wybrałam kolorystykę, osobiście zadbałam o każdy detal, skrzętnie ułożyłam w głowie kształty oraz formy. Zaangażowałam się w ten projekt całą sobą, doskonale się przy tym bawiąc.

Więc jeżeli myślisz, że coś potrafisz lub nie to zapewniam – w każdym przypadku masz całkowitą rację. Czasami jedynym co trzeba zrobić, aby powrócić do siebie, to porzucić stare schematy myślowe i ponownie odszukać w sobie dziecięcą radość. Tylko tyle lub aż tyle.

 

(Poniżej przedstawiam moje dzieło :) )

 

 

 

Artykuły z tej kategorii

arrow left
arrow right


​​​​​​​

​​​​​​​

Strona www stworzona w kreatorze WebWave.